Życie w Colditz

Po długiej przerwie w publikowaniu artykułów, wreszcie mam czas i możliwości zamieszczenia kolejnych notek historycznych, które już dawno zostały umieszczone na portalu „Ale Historia”. Jednocześnie chciałem zapewnić, że nie zamierzam zrezygnować z dalszego prowadzenia bloga, ale częstotliwość publikacji może być coraz rzadsza.

Obozowe menu obozu Colditz

Całe więzienne jedzenie składało się z odrobiny kawy z żołędzi i wodnistej zupy, do której okazjonalnie dodawano kawałek czarnego chleba z namiastką dżemu. Czasami menu było ubogacane kilkoma warzywami. Dieta ta była tak uciążliwa, że jedzenie stało się obsesją, a więźniowie rozgorączkowani spoglądali na padlinę czy głowę konia, które raz na jakiś czas pojawiały się na dziedzińcu.

Jedyną nadzieją więźniów w sprawie żywienia był Czerwony Krzyż, który zaczął przysyłać paczki do Colditz. Pierwsze „prezenty” dotarły na miejsce w okolicach świąt Bożego Narodzenia 1940 roku i zawierały takie specjały jak wołowina w puszcze, kanadyjskie masło, marynowane jajka, czekoladę czy papierosy. Każdy POW (Prisoner of War – więzień wojenny) miał przyzwolenie na jedną paczkę tygodniowo. Wielu więźniów twierdziło, że bez pomocy CK nie przetrwało by niewoli i umarło z głodu w ciągu dwóch lat.

Pieniądze

Niemcy rozprowadzali marce racje żywieniowe z kuchni. Obok była kantyna, w której więźniowie mogli kupić takie wygody jak maszynki do golenia, niemieckie papierosy, artykuły piśmiennicze czy koce. Za wszystko płacili Lagergeld, czyli obozowymi pieniędzmi. Pojmani oficerowie byli ciągle uprawnieni do pobierania żołdu, ale z racji tego, że te pieniądze były nieważne na terenie całych Niemiec, kantyna była dawała jedyną możliwość do ich wydawania.

Niemieckie Reichsmarki nigdy legalnie nie wkroczyły na teren tej części zamku, gdzie przetrzymywani byli oficerowie. Jednak Kenneth Lockwood szybko znalazł na to sposób. Rozpoczął handel papierosami. Niemcy upoważniali każdego więźnia do trzech sztuk dziennie, ale ze względu na wyższość z jaką traktowali oni inne narodowości, te papierosy były najgorszymi jakie można było kupić. Były tak okropne, że nikt z więzionych nie mógł ich palić. Kenneth, jako że był oficerem obsługującym kantynę, zaznajomił się ze starszym strażnikiem, który dowoził zapasy. Pewnego razu powiedział mu o okropnych papierosach, a na tę wiadomość strażnikowi zaświeciły się oczy. Zaproponował, że odkupi każdą ilość, w cenie 1 pfenniga za sztukę. Lockwood zebrał 80 tysięcy papierosów, co dało mu 800 marek w gotówce. Jakakolwiek kwota pieniędzy stanowiła niezbędną część ekwipunku każdego uciekiniera.

Brak ćwiczeń

Colditz, w porównaniu do innych obozów, posiadał swego rodzaju luksusy. Na pewno były to regularne dostawy jedzenia z Czerwonego Krzyża, ciepła woda oraz elektryczność. Jednak we znaki więźniom dawał się brak miejsca do ruchu. Oficerowie byli ograniczeni do małego dziedzińca, który bez względu na porę roku był wypełniony mężczyznami nieskończenie spacerującymi wokół murów. W słoneczne dni ten wybrukowany plac stawał się centrum różnych aktywności. Grano w siatkówkę, krykieta, tenisa, a czasami nawet się opalano, wszystko w jednym czasie.

Dzień w Colditz

O 7.30 rano oficerowie byli budzeni tupotem niemiecki butów maszerujących korytarzami. Pół godziny później grupa oficerów przenosiła kocioł z kawą z kuchni do kantyny. Tam więźniowie robili sobie śniadanie z tego, co otrzymali w paczkach. Na zjedzenie posiłku mieli ok. 30 min, bo już o 8.30 zostali zwoływani na pierwszy apel. Każda narodowość tworzyła swoją własną „grupę”, a najbardziej kłopotliwa grupa zajmowała miejsce tuż przy strażnikach. Z racji tego, że był to obóz dla „złych chłopców” (a bad boys’ camp), to o to miejsce często walczono.

Rozpoczynał się apel. Niemieccy podoficerowie poruszali się wzdłuż rzędów i liczyli swoich podopiecznych. Sprawozdania były przedstawiane starszemu oficerowi. Taka prosta czynność potrafiła zająć kilka godzin, bo liczby się nie zgadzały. Więźniowie zamieniali się miejscami, chowali się i robili wszystko by utrudnić Niemcom pracę.

Po skończonym apelu nadchodził czas na ogłoszenia i kazano się rozejść. Ostatnie liczenie było przeprowadzane o 21.00, a później następowała cisza nocna, kiedy zamykano klatki schodowe i wszelkie wyjścia.

W obozie dochodziło również do niezapowiedzianych apeli, a były one głównie skutkiem podejrzeń Niemców o to, że jakaś intryga jest w toku, albo że wykryto ucieczkę.

 

,

  1. Dodaj komentarz

Napisz co o tym myślisz!!!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: