Pierwsza polska próba ucieczki z Colditz

Reinhold Eggers, niemiecki oficer odpowiedzialny za ochronę w zamku, obliczył, że podczas jego czteroletniej służby w Colditz próbowano uciekać średnio co 10 dni.

Kiedy ucieczka została wykryta, hasło „mousetrap” (pułapka na myszy) było przekazywane do posterunków w promieniu 40 kilometrów. Zwiększano obstawę strażników, a mieszkańcom rozdawano fotografie uciekinierów i nakazywano zachowywać czujność. Nawet jeżeli oficerowi udało się przedrzeć przez tę sieć zabezpieczeń, przed nim była jeszcze długa wędrówka przez Niemcy. Zamek stał w odległości 640km od najbliższej granicy neutralnego państwa.

Niespodziewanie największym zagrożeniem dla uciekinierów było Hitler Youth. Byli to dwunasto-, czternastoletni chłopcy, bardzo wścibscy, którym zależało na zostaniu bohaterami za złapanie niebezpiecznego wroga Rzeszy. Składali oni meldunki o każdym, kto zachowywał się podejrzanie, a gdy przyczynili się do pochwycenia kogoś, otrzymywali za to pieniądze.

Pierwsza polska próba ucieczki

Pierwsza polska próba ucieczki z Colditz niestety nie zakończyła się powodzeniem, ale jest dowodem niezwykłej pomysłowości naszych rodaków. Zresztą pomysłowość często odgrywała kluczową rolę w każdym następnym staraniu się o odzyskanie wolności.

Bohaterami tej historii są Mikołaj „Miki” Surmanowicz, który był jednym z pierwszych polskich oficerów witających Brytyjczyków podczas ich pierwszej nocy w Colditz, oraz Mietek Chmiel. Miki był również budzącym respekt, świetnym otwieraczem zamków, którego wiernym uczniem był Pat Reid.

Surmanowicz zaplanował swoją ucieczkę, wtajemniczył w nią Mietka Chmiela i razem rozpoczęli przygotowania. Miki poprosił Kennetha Lockwooda o parę butów z gumową podeszwą. Takie buty, w odróżnieniu od podbitych oficerek, nie robiły hałasu na kamiennych posadzkach. Polacy chcieli rozpocząć swoją ucieczkę z izolatek, więc musieli na samym początku popełnić jakieś wykroczenie, by dostać taką karę.

Kiedy 12 maja 1941 r. śmiałkowie znaleźli się już w swoich celach i kiedy nastała noc, Miki zdołał rozmontować łóżko i stołek w swojej celi i zbudować z nich rodzaj dźwigni. Ciężkie drewniane drzwi do celi były zamknięte na kłódkę. „Wystarczyło” wsunąć dźwignię pod drzwi i zdjąć je z zawiasów, całość zajęła mu dwie godziny. Kiedy był już na korytarzu, z łatwością otworzył kłódkę do celi kolegi. Całość wykonał tak cicho, że musiał budzić Mietka Chmiela. Następnie zmontowali łóżko i stołek, i włożyli drzwi na zawiasy, by nie zostawić śladów. Ucieczka z izolatek była dla Niemców zagadką do końca wojny.

Kiedy wydostali się na dziedziniec, panował na nim totalny mrok. Podeszli do przylegającego do cel wejścia do piwnic i z okna dwa piętra wyżej spadła lina zrobiona z prześcieradeł, na której końcach były dwa plecaki z ekwipunkiem. Z dziedzińca wdrapali się po linie na parapet o szerokości czterech cali (ok. 10cm), który był umiejscowiony ponad 10 metrów nad ziemią. Następnie trzymając nerwy na wodzy przepełzli po tym parapecie niecałe 10 metrów do momentu, kiedy mogli bezpiecznie zeskoczyć na kwaterę strażników. Na dachu znaleźli otwarte okno strychowe, które wyglądało na miasto. Przymocowali do niego linę i rozpoczęli ponad 36 metrową wycieczkę w dół. Byli już prawie na dole, kiedy ich szczęście się wyczerpało. Miki w swoich butach z gumową podeszwą poruszał się bezszelestnie, natomiast Mietek robił dużo hałasu podczas schodzenia po ścianie kwatery strażników. Jeden ze strażników, zainteresowany dziwnymi dźwiękami, otworzył okno i zobaczył linę. Pod tym oknem byli właśnie wtedy Miki i Mietek. Niemcy rozpoczęli okrzykami: Hände hoch! Hände hoch! i ich ucieczka dobiegła końca. O 5.30 zwołano specjalny apel i dwaj uciekinierzy powrócili do swoich izolatek na cały miesiąc.

Pozostali więźniowie podziwiali odwagę i pomysłowość polskich oficerów, ale przeklinali fakt, że się im nie udało. Niemcy od tego momentu wprowadzili na dziedziniec strażnika, który patrolował teren przez całą noc. To zrządzenie losu na pewno ograniczyło późniejszą ilość prób ucieczek.

, ,

  1. #1 by Anna Demenko on 14/03/2014 - 11:29 pm

    Prawidłowe imię to Mikołaj Surmanowicz, a nie Michał😉
    pozdrawiam ! Anna Demenko (wnuczka M. Surmanowicza)

    • #2 by Admin on 18/03/2014 - 8:38 pm

      Pani Anno, bardzo przepraszam za pomyłkę, błąd już poprawiony. I dziękuję, że zwróciła Pani uwagę na tak istotny szczegół. Mam nadzieję, że podobało się Pani moje amatorskie pisanie, a byłoby świetnie, gdyby mogła Pani wzbogacić historię wspomnieniami usłyszanymi od dziadka. Serdecznie pozdrawiam!

Napisz co o tym myślisz!!!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: