E-czytnik w moich rękach

Zabieram się do napisania tego wpisu, zabieram i zabrać nie mogę. Prezent na gwiazdkę sprawiłem sobie już jakiś czas przed gwiazdką, obiecałem sobie, że podzielę się swoimi wrażeniami na blogu, ale ciągle odkładam to w czasie. No ale przecież jeszcze niedawno postanawiałem sobie, że wezmę się do pracy i będę publikować częściej, Tak niewiele czasu minęło, a ja już zdążyłem zapomnieć o swoich szczytnych celach? Nie, nie zapomniałem i dlatego w końcu dochodzi do tego, że piszę te słowa z nadzieją, że komuś kiedyś pomogą w podjęciu decyzji.

Lubię czytać. Sprawia mi to przyjemność. Czytanie rozwija, podobno zwiększa iloraz inteligencji. Ale nie o zaletach czytania chciałem się tu dziś rozpisywać. Lubię czytać i przez długi okres czasu nie wyobrażałem sobie książki w innym formacie, niż ten który trzymam w dłoni. Jest to swoistego rodzaju przyjemność trzymać w dłoniach ładne papierowe wydanie książki, której zapach sprawia, że wrażenia czytelnicze się pogłębiają.

Długo nie mogłem się też przekonać do audiobooków. No bo jak tak można słuchać książki? No ale w końcu spróbowałem i nie żałuję. Słuchanie takiego nagrania, a dodatkowo kiedy jest to głos lubianego przez nas aktora/lektora sprawia niemałą przyjemność.

I przyszła pora na e-booki, które stają się coraz popularniejsze, a których dostępność wzrasta. Nie lubię czytać na komputerze. Męczące to i mało zadowalające. Myślałem też długo o zakupie e-czytnika, ale jakoś te ceny mnie odstraszały. Teraz, kiedy mogłem sobie pozwolić na taki zakup, sprawiłem sobie prezent pod choinkę i zakupiłem takie urządzenie. Praktycznie od razu zakochałem się w tym małym cudzie techniki.

No ale teraz małe sprawozdanie z zakupu.

Rynek oferuje teraz kilka urządzeń tego typu. Pod uwagę brałem: Kindle, Kobo i Nook. Oczywiście w grę wchodziły różne wersje i różne ceny. Nie chciałem wydać za dużo, bo przecież nie wiedziałem, czy to urządzenie zda egzamin mojego podręcznego czytadełka. Na samym początku odpadł Kobo, bo pomimo tego, że najtańszy (wersja dotykowa – 49Ł), to podobno sprawia problemy i klienci nie są z niego zadowoleni. Ostateczna więc bitwa rozegrała się pomiędzy Kindle i Nook. Podstawowa wersja Kindle to 69Ł, wersja Nook Simple Touch (dotykowy ekran) to 59Ł. Ale ten pierwszy to już dawno ugruntowana na rynku marka i wiem, że jeżeli go kupię, to nie będzie z nim żadnego problemu. Pan w sklepie poinformował mnie, że Nooka mają dopiero od niedawna, więc nie zrecenzuje mi go.

W końcu zaryzykowałem i kupiłem… Nook Simple Touch i jestem bardzo zadowolony (stwierdzam to ciągle po miesiącu użytkowania).

Urządzenie ma 6 calowy ekran w technologii e-Ink. Jest niewielkie (co widać na załączonych zdjęciach) i lekkie. Ma co prawda „tylko” 260 mb pamięci wewnętrznej (w porównaniu do 2 Gb w Kindle), ale Nook ma możliwość zainstalowania karty SD do 32 GB. Poza tym, na tych 260 mb i tak zmieściło się więcej książek niż jestem w stanie przeczytać w rok.

Jak się czyta? Dosyć przyjemnie. Strony przewijają się szybko, można dostosować rozmiar fontu, włączyć wyszukiwanie, dołączyć notatkę, podkreślić i zapisać interesujący fragment oraz dodatkowo mamy dostępny słownik (na razie co prawda tylko ang-ang, ale to i tak niezłe udogodnienie). Bateria powinna wystarczać na 2 miesiące codziennego półgodzinnego czytania, także nie musimy się martwić, że podczas podróży pociągiem ze Szczecina do Krakowa nagle zabranie nam lektury( e-czytnik użytkuję już ponad miesiąc i dopiero teraz upomina się o ładowanie. Nie czytałem codziennie po pół godziny, ale jednego dnia potrafiłem przesiedzieć ok. 2 godz. i do tego zostawić Nooka włączonego na całą noc, także dwa miesiące na jednym ładowaniu powinno mniej więcej pokrywać się z prawdą).

Fajne jest to, że mieści się tam kilkadziesiąt książek, które w każdej chwili mogę zacząć czytać i przechodzić do następnej bez obawy o miejsce, w którym skończyłem. Wszystko jest zapisywane.

Jeżeli chodzi o format plików. Nook czyta pliki PDF, ale nie jest to przyjemne w użytkowaniu. Zdecydowanie bardziej polecam pliki ePUB. Książek jest co niemiara, a nawet gdy mamy interesującą książkę w innym formacie, możemy ją w kilka sekund przekonwertować online.

Napiszę teraz o minusach takiego urządzenia. Czytałem książki W. Cejrowskiego, które muszą być bogate w zdjęcia z wypraw, ale na Nooku sobie ich po prostu nie pooglądałem. A nawet jeżeli by się one tam znalazły, to nie oddaje to już przyjemności czerpanej z oglądania kolorowych fotografii.

Urządzenie jest naprawdę warte uwagi i swojej ceny. Obecnie trudno oderwać mi się od Nooka i wrócić do książek drukowanych, ale „zmuszam” się, żeby choć raz na jakiś czas potrzymać takową w dłoni i nie zapomnieć jak wygląda papier.

, ,

  1. Dodaj komentarz

Napisz co o tym myślisz!!!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: