Nie ma to jak współpraca!

Robert-Mairesse-Lebrun

Mairesse Lebrun

Podczas gdy Brytyjczycy zastanawiali się nad swoim brakiem szczęścia, a Niemcy gratulowali sobie wzajemnie utrzymania swoich niesfornych więźniów w szachu, Francuzi wykorzystali swoją sytuacją i zdobyli następny punkt.

Swój cel osiągnął wysoki i elegancki porucznik Pierre Mairesse Lebrun, który w Colditz zyskał reputację uprzejmego, z manierami oraz najbardziej wystawnie ubranego oficera w obozie. Był to nie lada wyczyn, który okazałby się niemożliwy bez drobnej pomocy.

Lebrun, za przykładem swojego rodaka Collina, postanowił wspiąć się na pawilon stojący w strefie ćwiczeń przeznaczonej dla więźniów i kiedy tylko park pozostał pusty, prześlizgnął nad obrzeżną ścianą i pomaszerował siedem mil do Grossbothen, gdzie chciał złapać pociąg do Leipzig. Wspominał on: „Byłem ubrany w nienaganny szary garnitur, więc moje przebranie było świetne, ale moim problemem były pieniądze. Jedyne niemieckie pieniądze jakie miałem to banknot 100-markowy, który przesłała mi rodzina. Był ukryty w orzechu, a ten z kolei z słoiku z dżemem. Banknot pochodził z 1928. Miałem już bilet w ręku, kiedy naczelnik stacji spojrzał na banknot:

– Te pieniądze wyszły już z użycia. Proszę mi dać coś innego.

Niestety nie miałem nic innego. Rzuciłem się do ucieczki, ale zostałem otoczony na peronie i odesłany do Colditz.

Lebrun spędził następne cztery tygodnie w izolatce. Jego jedynymi kompanami były wtedy kraty w oknie oraz pojemnik na wodę. Miał on dużo czasu na przemyślenia i bardzo szybko pojawił się w jego głowie następny plan ucieczki. Więźniowie odbywający karę w izolatce mieli również prawo do spaceru na świeżym powietrzu, ale w innym czasie niż reszta obozu. Nadchodził początek lipca, a Lebrun postawił sobie za punkt honoru, że nie będzie więźniem dłużej niż rok. Koniec tego roku zbliżał się nieubłaganie.

Porucznik codziennie przebiegał odległość 800 jardów. Do realizacji swojego planu potrzebował silnych nóg. Kolejnym etapem było przygotowanie sobie przebrania. Lebrun przekonał francuskiego sanitariusza, by przeszmuglował mu parę szortów, szalik oraz koszulę z krótkim rękawem. Szalik później posłużył również jako schowek, do którego porucznik wszył odrobinę cukru, czekolady, żyletkę oraz trochę mydła.

Każdego dnia Lebrun spędzał w parku czas ze swoim rodakiem, porucznikiem Odry. Byli eskortowani przez NCO oraz trzech uzbrojonych żołnierzy. Kiedy znajdowali się na miejscu, w parku otoczonym drutem kolczastym, mogli wałęsać się tam przez godzinę. Plan ucieczki był tak zuchwały, że graniczył z głupotą. Odry miał służyć jako trampolina, za pomocą której Lebrun miał przeskoczyć kolczaste ogrodzenie i pobiec w stronę ściany parku. Zdawał on sobie sprawę, że strażnicy będę do niego strzelać, ale to było wkalkulowane ryzyko. Porucznik wspominał:

Myślę, że łatwo jest być odważnym podczas wojny, no chyba że jesteś skończonym tchórzem. Ucieczka jest świadomym aktem odwagi, który jest bardzo trudny. Bardzo trudny, kiedy ryzykujesz swoje życie. Nigdy wcześniej, podczas poprzednich prób ucieczek nie ryzykowałem swojego życia tak bezpośrednio, jak teraz zamierzałem.”

Porucznik Odry zgodził się wziąć w tym wszystkim udział. Obaj wiedzieli, że taki gimnastyczny wyczyn będzie możliwy tylko raz. Nie będzie czasu na próby i powtórki. Umówili się, że najlepsze miejsce do skoku zostanie oznaczone kamieniem, następnie będą kręcić się, żeby zmęczyć strażników i w końcu, po umówionym sygnale Lebrun wykona skok.

Śmiałek każdego dnia przyglądał się twarzom strażników, by sprawdzić czy są niebezpieczni, czy są w stanie celnie strzelać i czy są w stanie zabić uciekiniera.

Pewnego dnia pojawił się strażnik noszący grube okulary. To mógł być ten czas! Oficerem dowodzącym był starszy, siwowłosy Niemiec, który nie wyglądał jak zabójca. Pozostali dwaj też nie wyglądali na kompletnie złych. Obaj dostrzegli w tej sytuacji szansę. Zrobili wszystko zgodnie z planem i po mniej więcej godzinie Lebrun wydał znak. Odry oparł się o ogrodzenie i zaplótł palce dłoni w rodzaj strzemienia. Lebrun wziął rozpęd, wybił się z rąk Odry’ego i przeleciał czysto nad ogrodzeniem. Wylądował w odległości ok. 5 metrów od najbliższego strażnika, szybko się podniósł i zaczął biec, zanim Niemiec zorientował się, co się dzieje. Strażnicy zaczęli krzyczeć, a śmiałek uciekał zygzakiem, by nie dać się tak łatwo zastrzelić. Odłamki muru rykoszetowały w jego stronę, ale nie dostał. Wiedział, że dopóki strażnicy mają naboje w magazynkach, stanie się łatwym celem na ścianie. Licząc kolejne strzały (po trzy na strażnika) odczekał, aż magazynki będą puste i wtedy dopiero wskoczył na 2.5 metrową ścianę. Miał nadzieję, że w panice ręce Niemców będą drżały i przeładowanie zajmie im więcej czasu. Kilka sekund później Lebrun już biegł w stronę lasu. Część strażników puściał się w pogoń, ale Francuz ukrył się w polu kukurydzy, cały czas starając się nie zostawić za sobą śladów i czekał do wieczora. Głosy mieszkańców i szczekanie psów stawały się coraz bliższe, ale nikt nie znalazł uciekiniera.

„Cały czas miałem nadzieję, że środki ostrożności, które powziąłem przed ucieczką sprawdzą się. Przyjaciel nauczył mnie pewnego triku. W środku skrzynki z moimi rzeczami umieściłem trochę mięsa i dużą ilość pieprzu. Kiedy strażnicy przyprowadzą do celi psy, żeby złapały trop, one zwabione zapachem kiełbasy zanurkują nosami wprost w pieprz, co zaburzy ich zmysł węchu. Musiało zadziałać, bo nie zostałem złapany”.

Wraz z zapadnięciem nocy zaczął padać deszcz. Lebrun wyszedł z ukrycia i zaczął długi marsz, całe siedemdziesiąt mil na południe od Colditz aż do Zwickau. Wszyte w szalik czekolada i cukier dostarczały mu energię, a kiedy dotarł do miasta, aż podskoczył z radości, że mógł kupić ciastko i piwo bez bonów żywnościowych. Kiedy się pożywił wyruszył w dalszą podróż i… znowu się mu poszczęściło. Na swojej drodze znalazł nieprzypięty żadną kłódką rower. Wykorzystał tą sytuację, wsiadł na rower, by przebyć czterysta mil pozostałe do szwajcarskiej granicy. Ten rekwizyt dał mu poczucie pewności siebie, więc skierował się na północny zachód, wprost na główną autostradę do Norymbergii. Kilka tygodni wcześniej rozpoczęła się inwazja na ZSRR, kolejne samochody z zaopatrzeniem i żołnierzami kierowały się na północ i to one zwracały główną uwagę. Zatem niewiele uwagi poświęcano samotnemu rowerzyście, który udawał włoskiego oficera na urlopie – potwierdzić to miała jego śniada karnacja i słaby niemiecki. W Ulm szczęście na chwilę opuściło francuza. Dętka w przedniej oponie pękła w sposób, który uniemożliwiał naprawę, więc Lebrun postanowił przejechać kolejne pięćdziesiąt mil na samej obręczy. Teraz zwracał większą uwagę, ludzie śmiali się i pokazywali palcami, ale oficer tylko uśmiechał się i odmachiwał.

Ósmego dnia ucieczki dotarł on do Singen, porzucił rower w lesie, ale zdecydował zachować pompkę, by odstraszać nią psy. Zapadła noc i pomaszerował w stronę Szwajcarii. Nad ranem dotarł do górskiej wioski spoglądającej na jezioro Constance. Bez mapy nie był pewien czy przekroczył już granicę, więc maszerował dalej dopóki nie trafił na pomnik poległych 1914-18. Był w Niemczech, ale gorszą wiadomością było to, że przekroczył już granicę i z powrotem wrócił do Niemiec. Postanowił pójść po swoich śladach w drogę powrotną. Tu ponownie spotkała go niespodzianka. Drogę zajechał mu policjant na rowerze, który zaczął mu się bacznie przyglądać. Miał powody. Opalony mężczyzna z pompką rowerową w ręku, wałęsający się w pobliżu granicy o szóstej rano. Do tego mało prawdopodobna historia włoskiego oficera z pewnością nie przekonały Niemca. Lebrun nie myśląc długo wywrócił policjanta i mocnym uderzeniem w głowę pozbawił go przytomności i pistoletu i uciekł w las. Wspinając się w górę wzgórza natrafił na kamienie, które z pewnością wyznaczały granicę, ale która strona jest która? Przyczaił się za drzewami, kiedy wypatrzył pomiędzy nimi dziewczynę idącą w stronę domku letniskowego. Wyskoczył na jej przywitanie i najpierw po francusku, potem łamaną niemczyzną wyjaśnił:

– „Nie bój się mnie. Jestem francuskim uciekinierem, oficerem.”  – dziewczyna wyglądała jakby zrozumiała. – ”Jesteśmy w Szwajcarii czy Niemczech?”

– „Jestem Szwajcarką, jest pan w Szwajcarii.

– „Gdzie idziesz?” – zapytał z nieukrywaną radością Lebrun.

Dziewczyna niosła niewielką bańkę z mlekiem do domku, który służył za schronienie niemieckim strażnikom granicznym. Lebrun przekroczył granicę w odległości ok. 10 metrów od tego domku! Wtedy oficer ostrzegł ją, że jest uzbrojony i żeby nie próbowała żadnych sztuczek, tylko spokojnie zaniosła mleko, w później wróciła i zaprowadziła go na najbliższy posterunek celny. Dziewczyna spełniła swoją obietnicę i bezpiecznie odprowadziła śmiałka, który już śmiało mógł cieszyć się wolnością.

Kiedy do Colditz dotarły wiadomości o ucieczce oficera, jego portret przyozdobiony trójkolorową kokardą zawisł we francuskich kwaterach. Jego wyczyn zapadł w pamięć jako jedna z największych ucieczek z obozu i trudna do pobicia, co musiał przyznać sam Reinhold Eggers – dowódca obozu.

, , , , ,

  1. Dodaj komentarz

Napisz co o tym myślisz!!!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: