Morfina – Szczepan Twardoch

Obłędna. Uzależniająca. Fantastyczna.

Można by tak jeszcze bardzo długo wypowiadać się w samych superlatywach o tej książce. To nie moja wina, że nie potrafię inaczej, to nie moja wina, że rzeczywiście jest ona tak dobra. Wszystkiemu winien Twardoch.

Akcja rozpoczyna się w październiku ’39, po zakończeniu kampanii wrześniowej. Poznajemy Konstantego Willemanna, po prostu Kostka, po prostu rozpustnika, dziwkarza i morfinistę. Człowieka, który, mogłoby się wydawać, miał wszystko: piękną żonę, synka, pieniądze i żółtego opelka Olympię, autko prima sort. Ale jego, tak naprawdę były tylko czyjeś obite gęby, powybijane zęby, jego były kurwy, jego była tylko morfina. W końcu i tego wszystkiego nie ma.

Takiego Kostka poznajemy. Ale nie czujemy do niego nienawiści. Na swój sposób intryguje. Intryguje narracja, czasami tak chaotyczna jak myśli Kostka. Narracja, która uzależnia i która sprawia, że Kostek staje się mi bliższy, jest niczym znajomy, z którym znajomość przeradza się w przyjaźń. Tym bardziej, że Kostek przechodzi zmianę, zmianę wewnętrzną, zmianę na lepsze.

Już po raz n-ty powtórzę, że książka uzależnia. Po pierwszej dawce chcesz więcej, aż w końcu trudno się powstrzymać od nieczytania. Musiałem udać się na kilkudniowy odwyk, przemyśleć, ćwiczyć silną wolę. Wróciłem silniejszy, spokojniejszy, chcę wierzyć, że mądrzejszy o wyciągnięte wnioski.

Zawsze przy takich historiach zastanawiałem się ile autora jest w protagoniście? Albo ile protagonisty jest w autorze? Ciekawe. Raczej się nie dowiem, ale to ciekawe. Ciekawe, bo to taka osobista historia. Osobista Twardocha, mam na myśli. Bo nie wierzę, że nie jest to osobista historia. Za dużo w niej przemyconych myśli, przemyśleń, za wiele własnych obaw. Ależ mnie bawi ta zabawa w domorosłego psychologa! Chciałbym usłyszeć, że to co napisałem jest coś warte, że jest w tym chociaż krzta sensu. Ale to tylko mózgu wibracje, werbigeracje…

Strona ucieka za stroną. Do końca coraz bliżej, a ja czytam coraz wolniej, bo nie chcę znać końca. Domyślam się, jaki będzie, że nie będzie dobry. Domyślam się, przeczuwam. Dowiedziałem się wcześniej. Pomimo moich starań historia dobiega końca.

Ostatnia strona.

Ostatnie zdanie.

Jacek.

Konstanty. Kostek.

Polska.

Koniec.

Odkładam.

Nic mi się już nie chce.

Muszę się napić.

, ,

  1. Dodaj komentarz

Napisz co o tym myślisz!!!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: